La Voix du Nord, 27 марта 2017

ElenaPress

Patricia Kaas à Lille et Dunkerque : « Mes cicatrices ont fait de moi la personne que je suis »

Treize ans que Patricia Kaas n’avait pas sorti d’album de chansons originales. La « fille de l’Est » est de retour avec une douzaine de chansons inédites. Apaisée. À retrouver sur scène à Lille et à Dunkerque.

– Dans une de vos chansons, vous déclinez vos émotions sur la forme d’un bulletin météo. Pour reprendre son titre, comment est votre « météo personnelle » aujourd’hui ?

« Elle est plutôt ensoleillée. Là, je compte un peu les jours, parce qu’aujourd’hui (1) c’est le quarantième concert en deux mois et la fatigue s’installe un peu. Alors le ciel est un peu voilé, mais le soleil apparaît tous les jours à 20 h 30, quand je monte sur scène et que le public me donne l’énergie d’y aller. »

– La tournée a commencé en janvier. Comment se sont passées les retrouvailles avec le public ?

« C’est super. J’ai fait deux tournées, Kabaret et Kaas chante Piaf, qui étaient plus des concepts que des concerts, puisqu’avec Piaf je ne chantais aucune de mes chansons et que Kabaret était un hommage aux années 1930. Ça fait plus de treize ans que je n’avais pas sorti d’album de chansons originales. Je sens le public content de me retrouver avec mon répertoire. »

– Votre nouvel album s’intitule simplement « Patricia Kaas », comme un retour aux sources…

« Oui. Avant Kabaret et Kaas chante Piaf, j’avais beaucoup enchaîné les albums et les tournées. Aussi, je pense que j’avais besoin de passer par deux projets comme ceux-là pour m’évader un peu, aller ailleurs, apprendre d’autres choses. Tout cela, c’était certainement pour mieux me retrouver. Après, c’est aussi une façon de marquer un nouveau départ dans ma vie de femme. »

– Un nouveau départ, c’est-à-dire ?

« Avec l’âge, le temps qui passe, l’expérience de la vie, je me sens mieux dans ma peau, plus sereine. Tout me paraît plus simple. C’est ce qui me permet d’aborder des thèmes assez profonds, avec des chansons sur le deuil, l’inceste, les violences conjugales… Mon album est assez engagé émotionnellement. »

– Vous chantez depuis trente ans. Êtes-vous quelqu’un de nostalgique ?

« On est forcément marqué par plein de choses qu’on garde en soi. Après, j’aime bien vivre dans le présent. D’autant que j’ai l’impression de me sentir mieux après tant d’années. Peut-être parce que je suis parvenue à faire le deuil de certains moments, que j’arrive dans un âge plus proche de la fin que du début. Et si j’ai des cicatrices, celles-ci renferment ce qui fait de moi la personne que je suis. Si bien qu’aujourd’hui, je regarde avec fierté ce que j’ai fait. »

– Quelles chansons allez-vous interpréter sur scène et qui vous accompagne ?

« Il y a cinq musiciens autour de moi, pas de mise en scène, pas de chorégraphies comme il y en avait sur les deux tournées précédentes. Il y a un petit décor bien sûr, on est un peu chez moi. J’interprète pas mal de nouvelles chansons que j’ai réadaptées pour la scène et plus d’une douzaine de chansons connues, Entrer dans la lumière, Il me dit que je suis belle, Mon mec à moi, Mademoiselle chante le blues, Kennedy Rose et Une dernière semaine à New York que je n’ai pas chantées depuis longtemps. »

(1) L’entretien a été réalisé le 14 mars.

Vendredi 31 mars, à 20 h 30, au Zénith à Lille ; samedi 1er avril, à 20 h 30, au Kursaal à Dunkerque. 70/59/45 €.

Romain Musart

Источник:
La Voix du Nord

Damosfera, 8 марта 2017

ElenaPress

Exclusive: Z Patricią Kaas rozmawiamy o emocjach, nowym etapie w życiu i pasji, która determinuje jej życie

2
0
Damosfera
https://www.instagram.com/p/BQddcqcFpcl/
2
0
Damosfera
https://www.facebook.com/Damosfera/photos/a.459713727442162.1073741828.458284487585086/1279075468839313/

Z Patricią Kaas spotkałam się w warszawskim Hotelu Intercontinental, w którym zatrzymała się na kilkanaście godzin podczas błyskawicznej wizyty w Warszawie, której celem było nagranie do programu emitowanego przez TVP, pomiędzy kolejnymi koncertami trasy promującej najnowszą płytę „Patricia Kaas“. Pomimo napiętego grafiku i zmęczenia Patricia znalazła dla mnie czas zarówno w przerwie pomiędzy nagraniami, a także tuż przed wyjazdem na lotnisko. Na spotkaniu pojawiła się uśmiechnięta, skromna, bardzo otwarta, bez cienia znużenia czy zniecierpliwienia i zarażająca energią – pomimo wyczerpującego dnia.

Patricia Kaas: Olga! przepraszam za mój nieformalny strój!

Olga Szarlińska: Wyglądasz obłędnie! Miałam Cię zapytać właśnie o Twój ulubiony styl, o to co lubisz nosić!

Patricią Kaas: (śmiejąc się) Spójrz na mnie! Wszystko co mam na sobie jest za duże! Ale komfortowe, więc idealne w podróży.

Jesteś bardzo elegancką kobietą, świetnie wyglądasz, nawet w drodze na lotnisko! Myślę, że dla wielu kobiet jesteś ikoną stylu. To zapewne niesie za sobą pewne zobowiązania. Czujesz presję bycia ikoną stylu?

Nie czuję się ikoną stylu, choć lubię modę. Szczerze mówiąc to zaskakujące, gdyż zwykle poza Francją tak właśnie jestem odbierana, a co ciekawe we Francji nie. Może nie jestem Francuzką? :)

Twoja praca daje Ci możliwość eksperymentowania z modą, noszenia odważnych kreacji. Domyślam się, że to bardzo fascynujące i uzależniające móc zmieniać styl w zależności od roli, którą się kreuje?

Szczerze mówiąc to trudne. Na scenie lubię założyć nową sukienkę, buty na obcasie, może to dziwnie zabrzmi, ale każde wyjście na scenę to tak jakby codzienne wyjście na nową randkę. W życiu czasami próbuje się znaleźć samego siebie. Kiedy patrzę na siebie z przeszłości, dziwię się, że mogłam tak się ubrać, mieć taką fryzurę. Oczywiście wiem, że to związane jest z wiekiem, etapem w naszym życiu, tym co jest w danym czasie modne. Czasami to co modne mnie zadziwia – choćby teraz powrót tych dużych bufiastych rękawów i wielkich ramion w marynarkach. Ale najważniejsze to odnaleźć siebie, to co się lubi i pozostać sobą. Lubię modę to prawda, ale najważniejsze to czuć się dobrze w tym co się nosi. Zdarza się, że ludzie się dziwią, że ukrywam swoje ciało pod dużymi, luźnymi ubraniami ale moje życie to nieustanne podróże. Słucham też innych, zwłaszcza kobiet. Są ona bardzo krytyczne i czasem dobrze jest skonfrontować się ze zdaniem innych. Lubię mieszać style, ubrania – zarówno na scenie, jak i na co dzień. Na przykład teraz mam na sobie moje ulubione, stare jeansy, które nie były drogie, luźny i wygodny sweter z Zary i te piękne buty, od Alexandra McQueena, którym nie mogłam się oprzeć :).

W takim razie muszę o to zapytać, bo sama kocham buty – ile par posiadasz?

(śmiech) Nie mam pojęcia! Zgaduję, że ok 200 par! Ale to jest zupełnie szalone…, bo tak naprawdę mam 10 par, które noszę. Co ciekawe często otwieram szafę, i tak jak u większości kobiet – zwykle jest to samo – nie wiem w co się ubrać :).

Miałam dziś przyjemność oglądać i słuchać Cię podczas nagrania w TVP. To była ogromna przyjemność, bo Twój głos brzmi tak samo perfekcyjne na żywo, jak i na płytach. Dwa utwory zaśpiewałaś tylko z akompaniamentem gitary, to robiło wrażenie! Jak to robisz?

Zależało mi na tym, aby tym razem był tylko mój głos i dźwięk gitary, według mnie to cudowny sposób, by przedstawić piosenkę zupełnie inaczej. Jak to robię? Nie mam pojęcia! (śmiech). Myślę, że dostałam ogromy dar od Boga, a ja staram się go wykorzystać najlepiej jak potrafię, jestem szczęśliwa gdy śpiewam, choćby Adele – to fantastyczny utwór, bardzo go lubię. Choć to zawsze trudne podczas długotrwałej kariery, takiej jak moja, aby dać ludziom w każdym albumie to, czego oczekują, kiedy znają twoją muzykę, a jednocześnie zrobić to, czego się samemu chce. Staram się to łączyć i myślę, że mój ostatni album jest całkiem udany.

Szczerze mówiąc uważam, że Twój ostatni album jest świetny. Do tego, aż cztery razy zagrasz koncerty w Polsce! Wracając do albumu, czy jest on dla Ciebie w jakiś sposób szczególny?

Tak, choć prawdę mówiąc, każdy wydany album jest dla mnie czymś specjalnym, ważnym. Skończyłam niedawno 50 lat. To dla mnie jakby nowy rozdział w życiu, także szczególny czas dla mnie jako kobiety. Myślę, że można to wyczuć w sposobie w jaki śpiewam, oraz w tym jakie utwory wybrałam, by znalazły się na tej płycie. Wraz z upływem czasu mam też lepsze spojrzenie na siebie, mniej krytyczne, czuję się bardziej cool sama ze sobą, w mojej głowie nie ma bałaganu ani myśli, że muszę coś udowodnić, coś zrobić. Nie oznacza to oczywiście, że wstaję rano, patrzę w lustro i myślę sobie „wow, jesteś idealna“. Śpiewam już 30 lat, czuję się dobrze, że sobą i to jest ważne. I dlatego też ten album nie ma tytułu. To po prostu ja, Patrica Kaas. Nowy rozdział w moim życiu jako osoby, a nie tylko artystki.

Muszę przyznać, że słuchając Twoich utworów, chwilami czuję dreszcze… Twój głos, muzyka, poetyka, interpretacja każdego z nich… według mnie tam jest wszystko: magia, zmysłowość, emocje. To czuć także na tej ostatniej płycie. Domyślam się, że to musi Cię sporo kosztować emocjonalnie? Czy nie czujesz się chwilami naga?

Zwykle, gdy śpiewam konkretny utwór staram się opowiedzieć jakąś historię. Nie zawsze jest to moja historia. Wtedy staram się odnaleźć emocje rzeczywiście gdzieś w swoim życiu, by przekazać je ludziom. Jednak w przypadku ostatniego albumu zależało mi na tym, aby wszystko było dokładnie takie jakie jest teraz, zgodne z moimi emocjami, i z obecnym życiowym doświadczeniem. Pomyślałam, że te emocje są we mnie i wystarczy, że tym razem je po prostu zaśpiewam. Na tej płycie są też mocne utwory, czasem feministyczne, czasem zawracam się do młodych kobiet, i mówię: hej! pokażę Wam drogę, bo wiem, jak będzie Wam trudno tylko dlatego, że jesteście kobietami. To wiąże się właśnie z moim życiem, doświadczeniem i punktem, w którym teraz jestem. Są tam też utwory o miłości albo te bardziej emocjonalne choć nie są to utwory w stylu „ja Cię kocham a Ty kochasz mnie“. Choć nadal wierzę w prawdziwą miłość.

To prawda wiele się zmienia wraz z upływem czasu, inaczej patrzymy na różne rzeczy, uczymy się…

Tak, nawet jeśli w moim życiu wydarzyło się wiele różnych rzeczy, niektóre smutne, niektóre bardzo trudne, jednak wiele mnie to nauczyło. Oczywiście zawsze chce się pamiętać tylko te przyjemne rzeczy, tylko ten dobry czas, ale to nie one nas kształtują, sprawiają, że dorastamy.

W swojej karierze sięgnęłaś po utwory Edith Piaf. Czy było to dla Ciebie wyjątkowe wyzwanie, czy czułaś presję mierząc się z legendą? Chyba tylko silna i pewna siebie kobieta mogła podjąć taką próbę.

Gdy zdecydowałam się to zrobić, najważniejsze było dla mnie to, aby nie być właśnie kopią Edith Piaf, chciałam być po prostu sobą, a show które przygotowaliśmy było moim hołdem dla wielkiej artystki. Nie chciałam zaśpiewać jedynie jej utworów, ale pragnęłam na swój sposób uhonorować ją i myślę, że dlatego właśnie nie czułam presji. Myślę też, że to był odpowiedni czas na tej projekt. Być może dziesięć lat wcześniej, bym się na to nie odważyła. Wszystko łączyło się z nią, było teatralne, wyreżyserowane, łączyło się z tańcem, i to był mój hołd jaki chciałam jej złożyć. Choć przyznam, że nie było to łatwe, kosztowało mnie to dużo pracy i energii.

Co takiego jest w jej utworach, że zdecydowałaś się po nie sięgnąć?

Według mnie Edith Piaf jest ponadczasowa. Nie wiem czy to zauważyłaś ale ona w niektórych swoich utworach rapuje, zanim zrobili to raperzy! W innych jest prawdziwie rockowa. Umiem ją też zrozumieć, ten rodzaj wrażliwości. Jest więc pewnego rodzaju moją nauczycielką, mentorką.

W swojej karierze postawiłaś na bardzo ciężką pracę. Podejrzewam, że jesteś bardzo dobrze zorganizowaną perfekcjonistką.

Niestety! Muszę przyznać, że za bardzo! Gdy jest się perfekcjonistą ciężko cieszyć się z tego co się robi, bo zawsze chce się zrobić coś lepiej i lepiej. Bycie perfekcjonistą sprawia, że nasze życie jest dużo trudniejsze. Dlatego lepiej starać się nie być perfekcyjnym – perfekcja jest przecież taka nudna!

Co według Ciebie jest gwarancją sukcesu? Kobiety bardzo często nie wierzą w siebie, w swoje możliwości. Czy ciężka praca wystarczy by osiągnąć to, co zaplanowaliśmy, o czym marzymy czy też potrzeba czegoś jeszcze?

Trudne pytanie! W moim zawodzie na pewno składa się na to wiele rzeczy: musisz mieć dobrą piosenkę, dobry pomysł, a następnie trzeba dać dużo z siebie w to co się robi. Szczerze mówiąc nigdy nie wierzyłam zbytnio w siebie – zdziwiona jestem, że to mówię! – ale prawda jest taka, że często walczyłam sama ze sobą, starałam się udowodnić sobie, że jestem dobra w tym co robię. A to wymaga pracy.

Jesteś najbardziej zapracowaną osobą jaką znam! Jesteś niemal nieustannie w trasie. Czy to nie jest męczące?

Męczące? Bardzo! Ale jednocześnie uwielbiam to, bo gdy jestem na scenie sprawiam, że moje utwory żyją, kiedy patrzę na publiczność ze sceny i widzę, że niektórzy płaczą, inni się śmieją wiem, że każdy znalazł inną historię w tej samej piosence. I to jest fantastyczne. Choć rzeczywiście oznacza to nieustanne podróże, spanie codziennie w innym hotelu, codzienne pakowanie walizek. Chwilami marzę o tym aby obudzić się w własnym łóżku, ale zdecydowanie moje życie i moja pasja związane są ze sceną!

Skąd czerpiesz zatem energię i pozytywne nastawienie do świata i ludzi?

Staram się być miła i szanować ludzi. Tego nauczyli mnie moi rodzice. Mój ojciec był górnikiem – to ciężka praca, trzeba mieć zaufanie do ludzi. To wyniosłam z domu. Po prostu. Ponadto akceptuję moje życie, to co robię, dostosowuję się do sytuacji.

Na zakończenie zapytam jeszcze o to co robisz gdy masz wolny czas – o ile miewasz wolny czas…

Dobre pytanie! Wtedy po prostu odpoczywam, zostaję dłużej w moim własnym łóżku (śmiech), lubię spacerować po ulicach, spotykam się z przyjaciółmi, odwiedzam moją rodzinę, czasami wybieram się na koncert…

Rozmawiała: Olga Szarlińska

Источник:
Damosfera

Männer, 3 марта 2017

ElenaPress

“Natürlich bin ich für die Eheöffnung”

Patricia Kaas nimmt im MÄNNER-Interview kein Blatt vor den Mund

Frau Kaas, gab es in Ihrer Karriere einen Schlüsselmoment, in dem Sie erkannt haben, dass Sie eine Schwulenikone sind?

Na, ich habe es ja mit meinen eigenen Augen gesehen. Wer meine Platten kauft, kann ich nicht genau sagen, obwohl auch das durch Internet und Facebook immer nachvollziehbarer wird . Aber bei meinen Konzerten stehen die Leute vor mir und ich sehe sie. Da ich im Familien- und Freundeskreis immer guten Kontakt zu Gays hatte, erkenne ich das schon. Ich weiß, dass Gays meine Musik lieben. Sie wird ja auch in Clubs gespielt und ich werde von Drag Queens imitiert. Ich habe das mal im „Chez Michou“ in Paris gesehen. Da hab ich gesagt: „Der Arme, der muss sich jedes Jahr eine neue Perücke kaufen, weil ich so oft meine Haare verändere“, aber ich empfand es als große Ehre. Es gibt so viele, viele Künstler. In einer Reihe mit Tina Turner, Liza Minelli und anderen, die imitiert werden, zu stehen, ist doch ikonisch.

Waren Sie schon mal auf einer schwulen Hochzeit?

Nein, da muss ich ehrlich sein, das nicht.

Aber haben Sie die französische Bewegung gegen die Ehe für alle verfolgt?

Ja, wie kann man das nicht verfolgen? Ich habe auch eine Petition unterschrieben, dass ich natürlich dafür bin, dass alle heiraten können. Ich verstehe nicht, wie es immer noch Leute geben kann, die das ablehnen. Das kann denen doch egal sein, ob da nun zwei Männer oder zwei Frauen oder ein Mann und eine Frau heiraten. Ich finde die Debatten über das Thema rückständig. Ich habe allerdings generell seit ein, zwei Jahren das Gefühl, dass die Welt sich zurückentwickelt. Ich glaube, das liegt an all diesem Kommunikationszeug. Nicht dass ich gegen Internet oder Telefone bin, aber ich finde, man lebt in einer Welt, wo die direkte Kommunikation mit den Leuten verloren geht, was letztlich zu einer Rückentwicklung statt einem Vorwärtstrend führt. Dabei gibt es politisch weiß Gott wichtigere Dinge zu regeln, als Leute zu behindern, die sich das Ja-Wort geben wollen.

Sind Sie von Haus aus liberal? Oder bringt das der Job im Showbiz mit sich?

Beides. Bei mir zu Hause war Homosexualität ja bereits ein Thema. Ich war die jüngste von sieben Geschwistern, zwei Schwestern und fünf Brüder. Zwei meiner Brüder leben heute mit Männern zusammen. Anfangs wurde darüber natürlich nicht so offen gesprochen. Ich bin ja nun auch schon 50 und vor 40 Jahren spürte man bei meinen Brüdern schon noch die Angst, unnormal zu sein und komisch angeschaut zu werden. Sie sprachen nicht viel über das Thema. Es war an mir, Barrieren zu durchbrechen und zu signalisieren, dass ich keine Probleme habe, über Beziehung und Sexualität zu reden. Überhaupt keine. Seitdem sind wir sehr offen miteinander.

Wie kam es dazu, dass Sie einen Song über die Hilfsorganisation Le Refuge gemacht haben, die sich in Frankreich junger Homosexueller annimmt, die von ihren Eltern verstoßen wurden?

Mein neues Album ist recht engagiert. Nicht unbedingt, indem es politisch auf den Tisch haut, aber ich singe über Themen, die mich emotional und persönlich berühren. Die französische Sängerin Jennifer ist Patin von Le Refuge. Über sie habe ich das Projekt kennengelernt. Ich war ehrlich gesagt überrascht, dass man so eine Organisation heutzutage noch braucht. So was gibt es heute noch? Eltern, die so weit gehen, dass sie sagen, du bist nicht mehr mein Sohn oder meine Tochter, weil du homosexuell bist? Das ist doch bestürzend. Aber ich finde es sehr toll, dass es einen Ort wie Le Refuge gibt. Et voilà, so kam es zu dem Lied.

Gab es schon Reaktionen?

Ja, natürlich. Für die Website von Le Refuge haben sie so ein Mannequin-Challenge-Video gemacht, das sie mit dem Song unterlegt haben. Sie sind sehr berührt, sehr froh und sehr überrascht. Ich hab mir auch vorgenommen demnächst mal bei ihnen vorbeizugehen. Aber ohne Kameras oder so. Einfach um mich auszutauschen und zu sagen, dass ich froh bin, dass ihnen das Lied gefällt. Aber dazu wird es wohl erst nach der Tour kommen.

Im Zusammenhang mit Ihren Live-Shows fällt oft der Begriff „Diva“. Können Sie sich damit identifizieren?

Wenn man das Wort als Ikone versteht, als jemanden, der ein Vorbild ist, finde ich das etwas Schönes. Aber es wird auch oft auf so puppenmäßige Figuren geprägt, die viel verlangen und extravagante Wünsche haben. Diese Definition würde mich sehr stören, denn das passt überhaupt nicht zu mir. Für meine neue Show hatte ich eine Mischung aus Haute Couture und Rock im Kopf. Ich hab nur immer Angst, dass das falsch verstanden werden könnte. Mir ist schon klar, dass ich keine Rocksängerin bin, und ich trage auch keine Haute Couture. Aber ich werde diesmal stark, meine eigenen Visionen einbringen, mehr Lieder singen, die ich auch privat höre. Zum Beispiel von Benjamin Clementine, Asav Avidan und Fink.

ZUR PERSON: Patricia Kaas, geboren 1966, wuchs deutsch- und französischsprachig in Lothringen auf. Ihr erster Hit war 1987 „Mademoiselle chante le blues“. 2009 vertrat sie Frankreich mit „Et s‘il fallait le faire“ beim Eurovision Song Contest. Nach zwei Cover-Alben („Kabaret“, „Chante Piaf“) enthält ihre neue Platte „Patricia Kaas“ (Foto) wieder Songs, die für sie geschrieben wurden. Bis Juni ist sie auf Tour.

CHRISTIAN LÜTJENS

Источник:
Männer

París Normandie, 2 марта 2017

ElenaPress

Patricia Kaas au Zénith : retour à l’original

Retour. Patricia Kaas sur scène avec un album original, le dixième, c’est une première depuis 13 ans. Elle avait répondu à nos questions lors de son passage récent au Havre, et elle sera au Zénith à Rouen ce dimanche.

Depuis l’album « Sexe Fort », il y a treize ans, Patricia Kaas n’avait plus proposé de chansons originales. Elle revient sur scène avec son nouvel album éponyme.

Cela faisait treize ans que vous n’aviez pas sorti d’album de chansons originales, est-ce que l’on peut parler d’une renaissance ?

« Je le décris comme cela dans le sens où c’est ce qui me ressemble aujourd’hui. C’est un nouveau départ dans ma vie de femme. Cet album reflète ce que je ressens. J’ose ce que je n’aurais pas osé chanter avant. »

Vous avez signé dans une nouvelle maison de disques, comment s’est déroulée cette collaboration ?

« Cela s’est bien passé. La différence est qu’avant je produisais mes albums et je les présentais à des maisons de disques, tandis que là, j’ai signé directement. C’est difficile car il y a ce que les gens attendent et la musique qui vous va, il faut rassembler tout ça. Les gens voulaient des chansons comme « Madame Tout le Monde », mais moi j’étais davantage attirée vers des chansons comme « Adèle ». Sur scène, c’est un mélange entre le nouvel album et les anciennes chansons. Après 30 ans de carrière, il faut sortir de ce côté tiroir. »

Votre album est éponyme, est-ce une façon de dire qu’il vous ressemble ?

« Au début, ce n’était pas prévu. Je ne suis pas auteur-compositeur donc les chansons se font par rapport à eux. Il y a des chansons que je considère comme des cadeaux même si ce sont des sujets lourds. Ce sont des chansons qui me touchent. Je pense aussi que j’ose plus qu’avant, j’ai plus confiance. Il y a aussi un côté féministe avec Madame Tout le Monde et Adèle. »

Dans cet album, on retrouve ce qui est votre marque de fabrique : la mélancolie.

« Pour moi, la mélancolie est une forme de tristesse mais aussi un beau sentiment. Si je ne faisais que des chansons joyeuses, cela me toucherait moins. Les chansons comme « Mon mec à moi » sont bien mais je n’avais pas envie de n’interpréter que cela, je voulais garder ce vécu en moi. »

On vous a proposé de nombreux titres, comment s’est fait le choix pour cet album ?

« Je ne dirai pas qu’elles ont été choisies par coup de cœur mais parce que j’ai été touchée par une mélodie ou par un texte comme « Cogne » (NDLR : chanson qui parle des femmes battues) qui est une chanson qui me ressemblait par rapport à mon répertoire d’avant. Cela a été un choix à l’aveugle, par exemple je ne voulais pas savoir qui étaient les auteurs-compositeurs des chansons pour ne pas être influencée. Il y avait des envies aussi comme « Marre de mon amant » d’Arno. Cela faisait plus de dix ans que je voulais une chanson écrite par Arno. »

PATRICIA KAAS
Au Zénith à Rouen le dimanche 5 mars à 18 h. Tarifs 45/70 €.

Источник:
París Normandie

Hamburger Abendblatt | Германия | 22 февраля 2017

ElenaPress

Patricia Kaas – die Stimme Europas in der Laeiszhalle

Die französische Sängerin gastiert mit neuem Album im April in Hamburg. Im Abendblatt spricht sie über schwierige Zeiten ihres Lebens.

Hamburg. Patricia Kaas ist gut gelaunt an diesem eher grauen Hamburger Wintertag in einem Bahrenfelder Hotel. Die Haare akkurat blond und kurz wie immer, die weite Männerhose und die hohen Stiefel künden von Lässigkeit. Sie hat ihr neues Album draußen, die anstehende lange Tournee wird sie am 3. April auch nach Hamburg führen.

Kaas, gerade 50 Jahre alt geworden, wirkt zufrieden. “Patricia Kaas” heißt das Album schlicht und fängt – ungewohnt – mit ein paar scharfen Gitarrenakkorden an. Dann erhebt die Sängerin ihre nachtblaue Stimme und singt von ernsten Dingen. “Adèle” handelt vom Missbrauch, davon, dass es Mädchen schwer haben in dieser Welt. Ungewohnte Inhalte. Nicht die übliche Herzschmerz-Pop-Prosa. Aber Kaas hatte Lust auf etwas anderes, einen Neustart nach einer nicht ganz freiwilligen Pause.

Tourneen waren kräftezehrend

Die Tourneen zu ihren letzten Alben “Kabaret” und “Kaas chante Piaf” waren kräftezehrend. Sie wirkte in einem emotional aufreibenden Film mit, in dem die von ihr gespielte Figur ihre Tochter verlor. Zuletzt starb ihr geliebter Hund Tequila. Es folgte ein Burn-out-Zusammenbruch nach unverarbeiteter Trauer. “Ich musste mir Zeit nehmen. Ich stellte mir viele Fragen über das, was bleibt.” Sie holte sich Hilfe, absolvierte eine Therapie, in der man ihr die richtigen Fragen stellte, einen anderen Blick auf sich selbst ermöglichte. Den Rest hat die Zeit besorgt. “Es ging mir sehr schnell besser”, sagt Kaas mit ihrem charmanten Französinnenlächeln. Sie scheint keinerlei Probleme zu haben, über diese schwierige Phase in ihrem Leben zu sprechen.

Sie ist eben eine Kämpferin. Schon immer. Als jüngstes von sieben Kindern eines französischen Bergmannes und einer Deutschen geboren, kämpfte sie sich mit Talent und Hartnäckigkeit nach oben. Ausgerechnet der französische Schauspieler Gérard Depardieu entdeckte sie 1985 und stellte ihr die richtigen Leute vor. Seitdem hat sie sich natürlich längst weiterentwickelt, und so kommt es, dass der Song, der an ihre frühen Hit-Zeiten anschließt, “Madame Tout Le Monde”, eigentlich der schwächste des Albums ist. Er klingt ein wenig wie “Mademoiselle chante le Blues”, ihrem mehr als 15 Millionen Mal verkauften Erstling von 1988. Der war der Start zu einer Weltkarriere, vor allem in Europa wurde Patricia Kaas, die auch auf Englisch und Deutsch singt, ein Star.

Neues Umfeld geschaffen

Doch auf den seit vielen Jahren bewährten Wegen bewegt sie sich jetzt nicht mehr: Obwohl als Perfektionistin furchtbar schlecht im Delegieren, hat sie sich Produzenten gesucht, Verantwortlichkeiten neu verteilt, sich ein neues Umfeld geschaffen. “Ich habe nun andere Gesichter um mich herum”, sagt sie.

Kaas schreibt ihre Songs nicht selbst, sieht sich immer als Interpretin. Ihr Part ist, die richtigen Komponisten und Songschreiber zu finden und sie zu fragen, ob sie mit ihr arbeiten wollen. Meistens wollen sie. “Die Musik und die Texte sind zu mir gekommen”, sagt sie. Ihr neues Produzentenduo Jonathan Quarmby und Fin Greenall hat die Songs in der britischen Pop- und Jazz-Tradition verortet. “N’oublie jamais” und “Le Jour et l’heure” sind wundervolle Balladen von verzaubernder Melancholie und einem Pathos, das man auch bei Chansonniers der jüngeren Generation wie Benjamin Biolay findet. “Marre de mon Amant” ist eine kraftvolle Abrechnung mit einem lügnerischen Liebhaber.

Songs lassen aufhorchen

Und “Adèle”, ihr Lieblingssong, ist nicht der einzige, der aufhorchen lässt. In “La Maison en Bord de Mer” geht es um Inzest. “Eigentlich wollte ich ein elegantes Chansonalbum aufnehmen. Da ist so ein Lied für mich neu, aber nach vielen Gesprächen wollte ich es auf meiner CD haben. Der Text hat mich berührt, und darauf kommt es an.”

Diese Selbstverständlichkeit und Coolness im Umgang mit schwierigen Themen hatte sie nicht immer. “Vor einigen Jahren hätte man mir vielleicht zu viele Fragen gestellt. Heute fühle ich mich besser damit”, sagt sie. “Warum sollte man nicht darüber singen? Warum redet man so zurückhaltend über diese Dinge, wenn man heute angeblich über alles reden kann?” Patricia Kaas will nicht mehr um jeden Preis gefallen.

“Ich wäre gerne selbst eine Adèle gewesen”

“Ich bin heute zufrieden mit mir, nehme es mehr, wie es kommt, genieße das Schöne”, sagt Kaas. Auf der Tour, wenn die Songs endlich leben, fühlt sie sich am wohlsten: Keine große Show, keine Choreografie, keine Videoprojektion, schlicht und, ja, doch auch ein bisschen elegant soll es schon werden.

Sie weiß natürlich, was ihre Anhänger erwarten. “Adèle”, dieser leicht feministische Opener, aber bleibt ihr Lieblingssong. “Ich wäre gerne selbst eine Adèle gewesen, die man an die Hand nimmt und ihr sagt, welche Schwierigkeiten sie im Leben als Mädchen haben wird”, sagt Patricia Kaas. Sie, die Kämpferin, hat es auch ohne diese Unterstützung geschafft.

Patricia Kaas 3.4., 20.00, Laeiszhalle,
Johannes-Brahms-Platz, Karten ab 69,90 im Vorverkauf; www.patriciakaas.net

Von Annette Stiekele

Источник:
Hamburger Abendblatt

Aachener Zeitung | Германия | 17 февраля 2017

ElenaPress

Sängerin mit Flair: Patricia Kaas kommt zum Monschau-Festival

MONSCHAU. Die Fans halten den Atem an, die Freunde außergewöhnlicher Events horchen auf, während Festivalmacher Dorit Schlieper und Helmut Lanio einfach nur überglücklich sind: Mit Patricia Kaas, einer der international erfolgreichsten französischen Sängerinnen, wird am Sonntag, 20. August, ein Star die Monschauer Burg-Bühne erobern, der schon sehr lang auf ihrer Wunschliste steht – und zwar ganz oben.

„Es ist kaum zu glauben, aber ich versuche bereits seit acht Jahren, diese Künstlerin für unser Festival zu gewinnen“, gesteht Helmut Lanio, der erst vor ein paar Tagen die definitive Zusage vom Management der Sängerin erhalten hat. Immer wieder kam etwas dazwischen, waren Termin- und Gagenvorstellungen nicht vereinbar mit dem Budget für das Festival vor historischer Kulisse. Unter anderem Lanios Liebe zu Frankreich hat ihn jedoch stets zu neuen Verhandlungen motiviert.

„Monschau liegt schließlich in einem Grenzgebiet, in dem viel Französisch gesprochen wird, wir haben zudem sehr viele internationale Gäste, denen wir mit Patricia Kaas diesmal etwas ganz Besonderes, eben einen internationalen Star bieten können“, betont Lanio. „Ich bin froh, dass wir nie die Bemühungen aufgegeben haben, diese Sängerin für uns zu gewinnen.“

Die erhöhten Kosten für dieses Konzert der Superlative fängt man in Monschau durch eine mäßige Erhöhung der Preise auf. „Bei anderen Veranstaltern kosten die Tickets bis zu 110 Euro, wir bleiben immerhin unter 90 Euro, das ist eine echte Leistung“, betont der Veranstalter. Sonderwünsche? „Die bekommen wir erst später“, meint Lanio. „Aber meistens sind die wirklich großen Künstler recht bescheiden.“

In Monschau wird Patricia Kaas ein Programm präsentieren, das sowohl Elemente ihrer im November 2016 erschienenen frischen Studio-CD „Patricia Kaas“ enthält als auch einen Querschnitt aus dem umfangreichen Repertoire, das seit dem Erscheinen ihres Debütalbums „Mademoiselle chante le Blues“ 1988 einen beachtlichem Umfang erreicht hat und in allen musikalischen Facetten schillert.

Über 15 Millionen Tonträger hat die im lothringischen Forbach im Département Moselle/Frankreich 1966 geborene Künstlerin inzwischen verkauft. Das neue Album ist dabei außergewöhnlich – „Madame tout le monde“, „Embrasse“ oder „La langue que je parle“ sind sehr persönliche Titel, zum Teil mit aktueller Thematik. Das komplizierte und vielfach verunsicherte Leben in Frankreich nach den Attentaten klingt etwa im Lied „Le jour et l‘heure“ auf. „Es weht ein etwas rauer Wind durch diese Songs“, heißt es in einer der Kritiken.

„Wir freuen uns darauf und lassen uns überraschen“, betont Lanio. „Es wird sicher eine interessante Mischung sein.“ Stilistisch gehört die Musik, wie Patricia Kaas sie umsetzt, nicht zum klassischen Chanson sondern bietet eher eine Mischung aus Jazz und Pop – allerdings mit außergewöhnlichem französischen Flair. So hat Patricia Kaas nicht zuletzt mit ihrer Hommage an Chansonlegende Edith Piaf (2009, „Kaas chante Piaf“) und der Produktion „Kabaret“ mit Liedern aus den 30er Jahren beeindruckt, die sie in vier Sprachen (Französisch, Englisch, Deutsch, Russisch) sang.

Markante, subtil brüchige, rauchige Stimme, die sich zwischen Alt und Mezzosopran bewegt, eine hingebungsvoller Bühnenpräsenz, dramatisches Talent, ehrliche Emotionen – so kennt man Patricia Kaas. Die Sängerin wurde übrigens 1985 vom französischen Schauspieler Gérard Depardieu entdeckt – genau diese ungewöhnliche Stimme hatte es ihm angetan.

Er produzierte sogar ihre erste Single – „Jalouse“. Der erste große Kaas-Hit „Mademoiselle chante le blues“ sorgt bis heute für spontanen Applaus bei ihren Konzerten. Die erste Welttournee startete bereits 1990 – die Sängerin war 16 Monate lang unterwegs, erreichte bei 196 Konzerten in zwölf Ländern rund 750.000 Menschen. Das Eifelstädtchen Monschau stand damals noch nicht auf der Liste der Veranstalter. Das wird nun nachgeholt.

Sabine Rother

Источник:
Aachener Zeitung

La Nouvelle Gazette | Бельгия | 16 февраля 2017

ElenaPress

Florennes : Nadine et Hubert ont rencontré Patricia Kaas

Après deux ans d’absence, Patricia Kaas réinvestit les salles de concert, notamment celle du Cirque Royal ce mardi soir. Se produire sur scène le soir de la Saint-Valentin devient presque une habitude pour la chanteuse, qui aura été gâtée par ses fidèles fans. Dans la salle comble, un couple de Florennes, Nadine et Hubert Bourguignon, a eu la chance d’assister au concert et de rencontrer la star, qui chante toujours le blues.

Nadine et Hubert, un couple de Florennois a passé une soirée inoubliable ce mardi soir grâce au concours organisé par Bel RTL. Ils ont en effet pû rencontrer leur idole de toujours, Patricia Kaas. Cette dernière est passée le jour de la Saint-Valentin au Cirque Royal pour sa dernière tournée.

Une rencontre assez décontractée, où la chanteuse de Moselle avait troqué ses talons aiguilles et sa longue robe noire pour une paire de sandales et une tenue en jeans. Nadine, après l’avoir remercié pour sa prestation généreuse et énergique tient quand même à lui demander comme elle se sent dans la vie qu’elle mène tous les jours. « Là, j’ai envie de vous dire que je suis très fatiguée. Mais sinon, je me sens comme durant les spectacles. J’espère être là même en tout cas sauf que sur scène, j’ai envie de me faire jolie et de mettre des talons » a répondu Patricia Kaas.

Источник:
La nouvelle gazette

Frankenpost | Германия | 13 февраля 2017

ElenaPress

Patricia Kaas: “Ich muss mir nichts mehr beweisen”

Patricia Kaas’ Stimme erinnert an Edith Piaf. Ihre Karriere startete Kaas vor 30 Jahren in Saarbrücken. Derzeit ist sie ihrem zehnten Album “Patricia Kaas” auf Welttournee.

Nach fast 13 Jahren ist „Patricia Kaas“ das erste Album, auf dem Sie wieder eigene Stücke singen. Wie kam es dazu?
Zuletzt habe ich das Konzeptalbum „Kabaret“ und eine Hommage an Edith Piaf gemacht. Mir war gar nicht bewusst, dass mein letztes Album mit eigenen Songs schon 13 Jahre her ist. Die Zeit vergeht so schnell, mein Gott! Ich wollte eine typische Patricia-Kaas-Platte machen mit allem, was man an mir liebt. Sie sollte sehr elegant klingen.

Welche Vision hatten Sie von der Platte?
Da ich meine Lieder von anderen schreiben lasse, entwickelt sich so ein Album von selbst mit den Liedern und Texten, die ich bekomme. Erst dann weiß ich, wo das Album genau hingeht. In den letzten zwei Jahren habe ich mehr Selbstvertrauen gewonnen. Nach einer 30-jährigen Karriere muss ich mir selbst nichts mehr beweisen. Ich wollte auf meinem Album nicht nur Liebeslieder haben, sondern auch engagiertere Songs. Ein Autor hat für mich zum Beispiel ein Lied über Inzest geschrieben. Ich singe es, weil sowas praktisch überall hinter verschlossenen Türen passiert. Ich will mich thematisch nicht einschränken.

Wie haben Sie die Songschreiber ausgewählt?
Ich wollte gar nicht wissen, von wem die Lieder stammen, es war wie ein Blind Date. „Marre De Mont Amant“ hat zum Beispiel der belgische Popsänger Arno für mich geschrieben, den ich sehr gerne mag. Zuerst singe ich die Lieder nur zum Piano, um zu sehen, ob sie auch zu mir passen. Ein gutes Lied funktioniert auch so. „Marre De Mont Amant“ habe ich nur einmal gesungen, und diese Aufnahme ist dann auf dem Album gelandet. Früher hätte ich mir sowas nicht zugetraut.

Wie haben Sie reagiert, als Ihnen „La Mainson En Bord De Mer“ angeboten wurde, das besagte Inzest-Lied?
Für mich war das überhaupt kein Problem. Meine früheren Alben habe ich selbst produziert, diesmal habe ich mir einen künstlerischen Leiter gesucht, weil ich mich aufs Wesentliche konzentrieren wollte. Ich habe sogar mein Haus in der Provence verkauft, um mein Leben ein bisschen leichter zu machen. Mein musikalischer Leiter präsentierte mir das Lied „La Maison En Bord De Mer“, aber er war nicht sicher, ob ich es singen wolle. Ich hörte es mir an und sagte ihm, dass ich es auf meinem Album haben will. Weil das Thema aktuell und wichtig ist. Insofern hat es auch nichts Mutiges, es zu singen. Warum sollte man es verschweigen? Manchmal habe ich das Gefühl, wir bewegen uns zurück in die Zeit, als man sich noch nicht traute, über Aids zu sprechen.

Die Platte wurde in Paris von den Briten Jonathan Quarmby und Fin Greenall alias Fink produziert. Wie kam es dazu?
Fink ist ein toller Künstler. Eines Tages habe ich ihn per Facebook kontaktiert mit dem Wunsch, mit ihm arbeiten zu wollen. Naja, er hat dann ein paar Songs für mich arrangiert. Ich wollte die Platte an einem Ort aufnehmen, an dem ich noch nie gewesen war. Auch, weil mein Hund nicht mehr lebt, der im Studio stets dabei war. Daran wollte ich nicht erinnert werden. Ich war in meinem Kopf auf Neues eingestellt, ich brauchte eine neue Band und andere Leute um mich herum. Obwohl die Themen manchmal schwer sind, klingt die Platte für mein Empfinden leicht. Die erste Singleauskopplung „Madame Tout Le Monde“ hingegen klingt eher so, wie man es von mir kennt. Es ist ein Lied fürs Radio.

In welcher Stimmung waren Sie, als Sie das Album machten?
Die letzten Jahre waren für mich schwierig, ich hatte einen Burnout. Das lag daran, dass ich zehn Jahre lang viel Emotionales gemacht hatte. So schrieb ich meine Autobiografie und spielte in einem Fernsehfilm eine Mutter, die ihr Kind verliert. Ich war mit den Liedern von Edith Piaf auf Tour und verlor meinen kleinen Hund. Irgendwann hatte ich das Gefühl, meine Schultern sind nicht mehr breit genug. Zum Glück gab es eine Person, mit der ich darüber reden konnte. Ich bin stolz auf meine Karriere, aber ich kann nicht akzeptieren, immer nur stark zu sein. Manchmal ist man müde. Inzwischen habe ich aber wieder Selbstvertrauen gewonnen. „Adele“ geht um ein Teenagermädchen mit seinen Problemen. In dem Lied nehme ich sie bei der Hand und erzähle ihr, wie schwer das Leben ist. Auch, weil sie ein Mädchen ist. Das erste Mal in meinem Leben habe ich das Gefühl, dass ich so jemanden an die Hand nehmen kann. Ich wäre gerne diese Adele gewesen.

Sie haben mal gesagt, dass Sie wissen, was kämpfen bedeutet. Gegen wen oder was kämpfen Sie?
Vielleicht gegen mich selbst. Das war wahrscheinlich das schwierigste. In meinem Beruf muss man sich immer durchsetzen und sich beweisen. Selbst wenn es einem nicht so gut geht, muss man sagen: „Ja, es ist okay“. Das ist nicht einfach. Mein Vater war Grubenarbeiter und meine Mutter hat sieben Kinder zur Welt gebracht. Klagen gab es bei uns zuhause nicht. Man musste sich immer durchsetzen. Aber inzwischen habe ich Frieden mit mir selbst gemacht.

Wenn Sie eine Sache ändern könnten, welche wäre es?
Wahrscheinlich nur Kleinigkeiten. Auf meinen Burnout hätte ich verzichten können.

Sie werden im Dezember 50. Verstehen Sie Ihr Album als Geburtstagsgeschenk?
Ehrlich gesagt nein. 50 ist eine hässliche Zahl, aber in meinem Kopf fühle ich mich gut. Diese Zahl begleitet mich jetzt neun Jahre lang.

Was wünschen Sie sich für die nächsten 50 Jahre?
Es kommt drauf an, wie man zu diesen 100 kommt. Das Leben ist voller Überraschungen. Ich hätte nie gedacht, dass ich mal einen Burnout erleiden werde. Manche werden jetzt sagen, dieses Album ist mein Comeback, aber ich hasse dieses Wort. Ich war ja in den letzten Jahren immer da mit verschiedenen Projekten. Aber in den Liedern, die ich ausgewählt habe, kann man schon einen Neustart spüren. Als ich aus dem Studio ging, habe ich geweint. Doch es gibt im Leben auch noch etwas anderes als Platten aufnehmen und auf Tour gehen. Ich gehe auch gern ins Kino und treffe mich mit Freunden.

Sind Sie heute noch mit Gérard Depardieu und Alain Delon befreundet?
Ich war nicht wirklich befreundet mit Gérard Depardieu. Er hat meine erste Single finanziert, aber ich habe ihn nur zwei- oder dreimal gesehen. Wenn wir uns begegnen, sagen wir hallo und das war’s. Mit Alain Delon ist es ein bisschen anders. Ihn kenne ich besser als Depardieu, aber er hat so seine Phasen, wo er sich total einschließt bis zu dem Tag, an dem er dich anruft, um dir Neuigkeiten mitzuteilen. Das ist halt sein Charakter.

Was ist das für ein Gefühl, in der heutigen Zeit in Paris zu leben und zu arbeiten?
Das Leben geht auch nach den Anschlägen weiter. Man konnte hier sehr lange Angst spüren, aber es ist ein bisschen besser geworden. Die Leute sind wieder etwas offener. Pariser sind sehr mutig, aber sobald man irgendwo einen Knall hört, springen alle erschrocken auf. Die Medien tragen ihren Teil zu dieser Stimmung bei. Es sind ja nicht nur die Attentate, sondern auch all die anderen Geschichten wie die Flüchtlingskrise und die europäische Krise. Die Menschen leben zwar, aber viel einfacher als früher. Ich sehe das auch an meiner Familie.

Sie sind im lothringischen Ort Stiring-Wendel unmittelbar an der deutsch-französischen Grenze aufgewachen. War Deutschland wichtig für Ihre Künstlerwerdung?
Für meine Karriere nicht, aber die Zeit in Saarbrücken war auf jeden Fall eine gute Schule für meine Charakterbildung, weil ich dort gelernt habe, auf einer Bühne zu stehen. Lothringen auf der französischen und das Saarland auf der deutschen Seite waren für mich ein und dasselbe Land. Und auch mein Blut, denn meine Mutter war Deutsche und mein Vater Franzose.

2003 verlieh Ihnen der damalige Bundespräsident Johannes Rau das Bundesverdienstkreuz wegen Ihres Einsatzes für die deutsch-französische Freundschaft.
Darauf war ich sehr stolz. Als ich das Bundesverdienstkreuz in Paris verlieren bekommen habe, musste ich ein bisschen schmunzeln, denn ich hatte ja gar nichts dafür getan. Ich bin an der Grenze geboren, mein Blut ist deutsch und französisch. Aber ich war auch im Kosovo oder in Tschernobyl. Vor zwei Tagen hatte ich ein Fotoshooting, dafür sollte ich etwas von zuhause mitbringen, was mir wichtig ist. Als ich dann das Bundesverdienstkreuz mitbrachte, meinte der Journalist, ein Preis interessiere ihn weniger. Er hätte lieber etwas Persönlicheres gehabt. Da sagte ich zum ihm: „Das ist für mich keine normale Trophäe, das ist mein Blut!“ Als ich in Frankreich anfing zu singen, war es für mich sehr wichtig, auch in Deutschland Erfolg zu haben, obwohl man mir damals gesagte hatte, das könne ich vergessen. Ich wollte das aber selbst herausfinden. Heute habe ich in Deutschland ein Publikum. Und zwar, weil meine Mutter Deutsche und weil Deutsch meine erste Sprache war.

Musik kennt keine Sprachbarriere, sie ist völkerverbindend. Und dennoch keimt überall auf der Welt neuer Nationalismus auf. Wie denken Sie darüber?
Europa zerbricht! So denke ich darüber. Das, was früher zusammenhalten und stark sein sollte, zerfällt heute. Aber von der Musik her hat sich dadurch nicht viel geändert. Ich trete immer noch da auf, wo ich früher aufgetreten bin. Da sehe ich keinen Unterschied. Zum Glück! Die deutsch-französische Freundschaft ist immer noch intakt. Ich glaube, diese Verständigung ist einfach da. Und zwar auf ganz natürliche Weise. Oder es müsste den Beziehungen sehr schlecht gehen, dass ich mal den Mund aufmache und darüber etwas sage.

Werden Sie bei dieser Tour auch ein paar deutsche Lieder singen?
Man soll nie nie sagen, aber es ist nicht geplant. Damals habe ich „Ganz und gar“ von Marius Müller-Westernhagen und ein originelles Lied von Rosenstolz auf Deutsch gesungen. Komischerweise waren das nicht die Titel, die man von mir am meisten verlangt hatte. Die Menschen lieben mich für die französische Musik, und ich glaube, sie sind schon sehr berührt, wenn ich mit ihnen ein bisschen auf Deutsch rede.

Wie setzen Sie das Album optisch um?
Ich muss sagen, ich bin ein bisschen spät dran mit all diesem. Ich nehme mir aber die Angst, indem ich mir sage, dass ich ja diese Lieder und diese Band habe. Das ist doch okay. Diese Tour wird nicht so eine Show wie „Cabaret“ oder „Chante Piaf“ werden, sondern eher so wie ein Konzert. Ich denke da an ein kleines Bühnenbild ohne große Umbauten. Voilà!

Patricia Kaas auf Tour
Die fanzösische Sängerin geht auf Welttournee und tritt am 25. Februar um 20 Uhr in der Meistersingerhalle in Nürnberg auf. Karten dafür gibt es bei uns.

Источник:
Frankenpost

Sud ouest | Франция | 5 февраля 2017

ElenaPress

Patricia Kaas change de blues

Patricia Kaas vient d’entamer une tournée après la sortie de son dernier album dans lequel elle renoue avec son répertoire

Les gazettes ont parlé de burn-out, de come-back… Certes, Patricia Kaas avait un peu disparu des radars français. En tournée à travers le monde avec des spectacles thématiques. « Kabaret », puis « Kaas chante Piaf »…Cette année, la jeune quinqua aux 17 millions d’albums vendus fête trente ans de carrière avec un nouveau disque simplement intitulé « Patricia Kaas ». Son premier vrai album en quatorze ans.

Источники:
Sud ouest
Patricia Kaas Collection Presse Media TV