Damosfera, 8 марта 2017

ElenaPress

Exclusive: Z Patricią Kaas rozmawiamy o emocjach, nowym etapie w życiu i pasji, która determinuje jej życie

2
0
Damosfera
https://www.instagram.com/p/BQddcqcFpcl/
2
0
Damosfera
https://www.facebook.com/Damosfera/photos/a.459713727442162.1073741828.458284487585086/1279075468839313/

Z Patricią Kaas spotkałam się w warszawskim Hotelu Intercontinental, w którym zatrzymała się na kilkanaście godzin podczas błyskawicznej wizyty w Warszawie, której celem było nagranie do programu emitowanego przez TVP, pomiędzy kolejnymi koncertami trasy promującej najnowszą płytę „Patricia Kaas“. Pomimo napiętego grafiku i zmęczenia Patricia znalazła dla mnie czas zarówno w przerwie pomiędzy nagraniami, a także tuż przed wyjazdem na lotnisko. Na spotkaniu pojawiła się uśmiechnięta, skromna, bardzo otwarta, bez cienia znużenia czy zniecierpliwienia i zarażająca energią – pomimo wyczerpującego dnia.

Patricia Kaas: Olga! przepraszam za mój nieformalny strój!

Olga Szarlińska: Wyglądasz obłędnie! Miałam Cię zapytać właśnie o Twój ulubiony styl, o to co lubisz nosić!

Patricią Kaas: (śmiejąc się) Spójrz na mnie! Wszystko co mam na sobie jest za duże! Ale komfortowe, więc idealne w podróży.

Jesteś bardzo elegancką kobietą, świetnie wyglądasz, nawet w drodze na lotnisko! Myślę, że dla wielu kobiet jesteś ikoną stylu. To zapewne niesie za sobą pewne zobowiązania. Czujesz presję bycia ikoną stylu?

Nie czuję się ikoną stylu, choć lubię modę. Szczerze mówiąc to zaskakujące, gdyż zwykle poza Francją tak właśnie jestem odbierana, a co ciekawe we Francji nie. Może nie jestem Francuzką? :)

Twoja praca daje Ci możliwość eksperymentowania z modą, noszenia odważnych kreacji. Domyślam się, że to bardzo fascynujące i uzależniające móc zmieniać styl w zależności od roli, którą się kreuje?

Szczerze mówiąc to trudne. Na scenie lubię założyć nową sukienkę, buty na obcasie, może to dziwnie zabrzmi, ale każde wyjście na scenę to tak jakby codzienne wyjście na nową randkę. W życiu czasami próbuje się znaleźć samego siebie. Kiedy patrzę na siebie z przeszłości, dziwię się, że mogłam tak się ubrać, mieć taką fryzurę. Oczywiście wiem, że to związane jest z wiekiem, etapem w naszym życiu, tym co jest w danym czasie modne. Czasami to co modne mnie zadziwia – choćby teraz powrót tych dużych bufiastych rękawów i wielkich ramion w marynarkach. Ale najważniejsze to odnaleźć siebie, to co się lubi i pozostać sobą. Lubię modę to prawda, ale najważniejsze to czuć się dobrze w tym co się nosi. Zdarza się, że ludzie się dziwią, że ukrywam swoje ciało pod dużymi, luźnymi ubraniami ale moje życie to nieustanne podróże. Słucham też innych, zwłaszcza kobiet. Są ona bardzo krytyczne i czasem dobrze jest skonfrontować się ze zdaniem innych. Lubię mieszać style, ubrania – zarówno na scenie, jak i na co dzień. Na przykład teraz mam na sobie moje ulubione, stare jeansy, które nie były drogie, luźny i wygodny sweter z Zary i te piękne buty, od Alexandra McQueena, którym nie mogłam się oprzeć :).

W takim razie muszę o to zapytać, bo sama kocham buty – ile par posiadasz?

(śmiech) Nie mam pojęcia! Zgaduję, że ok 200 par! Ale to jest zupełnie szalone…, bo tak naprawdę mam 10 par, które noszę. Co ciekawe często otwieram szafę, i tak jak u większości kobiet – zwykle jest to samo – nie wiem w co się ubrać :).

Miałam dziś przyjemność oglądać i słuchać Cię podczas nagrania w TVP. To była ogromna przyjemność, bo Twój głos brzmi tak samo perfekcyjne na żywo, jak i na płytach. Dwa utwory zaśpiewałaś tylko z akompaniamentem gitary, to robiło wrażenie! Jak to robisz?

Zależało mi na tym, aby tym razem był tylko mój głos i dźwięk gitary, według mnie to cudowny sposób, by przedstawić piosenkę zupełnie inaczej. Jak to robię? Nie mam pojęcia! (śmiech). Myślę, że dostałam ogromy dar od Boga, a ja staram się go wykorzystać najlepiej jak potrafię, jestem szczęśliwa gdy śpiewam, choćby Adele – to fantastyczny utwór, bardzo go lubię. Choć to zawsze trudne podczas długotrwałej kariery, takiej jak moja, aby dać ludziom w każdym albumie to, czego oczekują, kiedy znają twoją muzykę, a jednocześnie zrobić to, czego się samemu chce. Staram się to łączyć i myślę, że mój ostatni album jest całkiem udany.

Szczerze mówiąc uważam, że Twój ostatni album jest świetny. Do tego, aż cztery razy zagrasz koncerty w Polsce! Wracając do albumu, czy jest on dla Ciebie w jakiś sposób szczególny?

Tak, choć prawdę mówiąc, każdy wydany album jest dla mnie czymś specjalnym, ważnym. Skończyłam niedawno 50 lat. To dla mnie jakby nowy rozdział w życiu, także szczególny czas dla mnie jako kobiety. Myślę, że można to wyczuć w sposobie w jaki śpiewam, oraz w tym jakie utwory wybrałam, by znalazły się na tej płycie. Wraz z upływem czasu mam też lepsze spojrzenie na siebie, mniej krytyczne, czuję się bardziej cool sama ze sobą, w mojej głowie nie ma bałaganu ani myśli, że muszę coś udowodnić, coś zrobić. Nie oznacza to oczywiście, że wstaję rano, patrzę w lustro i myślę sobie „wow, jesteś idealna“. Śpiewam już 30 lat, czuję się dobrze, że sobą i to jest ważne. I dlatego też ten album nie ma tytułu. To po prostu ja, Patrica Kaas. Nowy rozdział w moim życiu jako osoby, a nie tylko artystki.

Muszę przyznać, że słuchając Twoich utworów, chwilami czuję dreszcze… Twój głos, muzyka, poetyka, interpretacja każdego z nich… według mnie tam jest wszystko: magia, zmysłowość, emocje. To czuć także na tej ostatniej płycie. Domyślam się, że to musi Cię sporo kosztować emocjonalnie? Czy nie czujesz się chwilami naga?

Zwykle, gdy śpiewam konkretny utwór staram się opowiedzieć jakąś historię. Nie zawsze jest to moja historia. Wtedy staram się odnaleźć emocje rzeczywiście gdzieś w swoim życiu, by przekazać je ludziom. Jednak w przypadku ostatniego albumu zależało mi na tym, aby wszystko było dokładnie takie jakie jest teraz, zgodne z moimi emocjami, i z obecnym życiowym doświadczeniem. Pomyślałam, że te emocje są we mnie i wystarczy, że tym razem je po prostu zaśpiewam. Na tej płycie są też mocne utwory, czasem feministyczne, czasem zawracam się do młodych kobiet, i mówię: hej! pokażę Wam drogę, bo wiem, jak będzie Wam trudno tylko dlatego, że jesteście kobietami. To wiąże się właśnie z moim życiem, doświadczeniem i punktem, w którym teraz jestem. Są tam też utwory o miłości albo te bardziej emocjonalne choć nie są to utwory w stylu „ja Cię kocham a Ty kochasz mnie“. Choć nadal wierzę w prawdziwą miłość.

To prawda wiele się zmienia wraz z upływem czasu, inaczej patrzymy na różne rzeczy, uczymy się…

Tak, nawet jeśli w moim życiu wydarzyło się wiele różnych rzeczy, niektóre smutne, niektóre bardzo trudne, jednak wiele mnie to nauczyło. Oczywiście zawsze chce się pamiętać tylko te przyjemne rzeczy, tylko ten dobry czas, ale to nie one nas kształtują, sprawiają, że dorastamy.

W swojej karierze sięgnęłaś po utwory Edith Piaf. Czy było to dla Ciebie wyjątkowe wyzwanie, czy czułaś presję mierząc się z legendą? Chyba tylko silna i pewna siebie kobieta mogła podjąć taką próbę.

Gdy zdecydowałam się to zrobić, najważniejsze było dla mnie to, aby nie być właśnie kopią Edith Piaf, chciałam być po prostu sobą, a show które przygotowaliśmy było moim hołdem dla wielkiej artystki. Nie chciałam zaśpiewać jedynie jej utworów, ale pragnęłam na swój sposób uhonorować ją i myślę, że dlatego właśnie nie czułam presji. Myślę też, że to był odpowiedni czas na tej projekt. Być może dziesięć lat wcześniej, bym się na to nie odważyła. Wszystko łączyło się z nią, było teatralne, wyreżyserowane, łączyło się z tańcem, i to był mój hołd jaki chciałam jej złożyć. Choć przyznam, że nie było to łatwe, kosztowało mnie to dużo pracy i energii.

Co takiego jest w jej utworach, że zdecydowałaś się po nie sięgnąć?

Według mnie Edith Piaf jest ponadczasowa. Nie wiem czy to zauważyłaś ale ona w niektórych swoich utworach rapuje, zanim zrobili to raperzy! W innych jest prawdziwie rockowa. Umiem ją też zrozumieć, ten rodzaj wrażliwości. Jest więc pewnego rodzaju moją nauczycielką, mentorką.

W swojej karierze postawiłaś na bardzo ciężką pracę. Podejrzewam, że jesteś bardzo dobrze zorganizowaną perfekcjonistką.

Niestety! Muszę przyznać, że za bardzo! Gdy jest się perfekcjonistą ciężko cieszyć się z tego co się robi, bo zawsze chce się zrobić coś lepiej i lepiej. Bycie perfekcjonistą sprawia, że nasze życie jest dużo trudniejsze. Dlatego lepiej starać się nie być perfekcyjnym – perfekcja jest przecież taka nudna!

Co według Ciebie jest gwarancją sukcesu? Kobiety bardzo często nie wierzą w siebie, w swoje możliwości. Czy ciężka praca wystarczy by osiągnąć to, co zaplanowaliśmy, o czym marzymy czy też potrzeba czegoś jeszcze?

Trudne pytanie! W moim zawodzie na pewno składa się na to wiele rzeczy: musisz mieć dobrą piosenkę, dobry pomysł, a następnie trzeba dać dużo z siebie w to co się robi. Szczerze mówiąc nigdy nie wierzyłam zbytnio w siebie – zdziwiona jestem, że to mówię! – ale prawda jest taka, że często walczyłam sama ze sobą, starałam się udowodnić sobie, że jestem dobra w tym co robię. A to wymaga pracy.

Jesteś najbardziej zapracowaną osobą jaką znam! Jesteś niemal nieustannie w trasie. Czy to nie jest męczące?

Męczące? Bardzo! Ale jednocześnie uwielbiam to, bo gdy jestem na scenie sprawiam, że moje utwory żyją, kiedy patrzę na publiczność ze sceny i widzę, że niektórzy płaczą, inni się śmieją wiem, że każdy znalazł inną historię w tej samej piosence. I to jest fantastyczne. Choć rzeczywiście oznacza to nieustanne podróże, spanie codziennie w innym hotelu, codzienne pakowanie walizek. Chwilami marzę o tym aby obudzić się w własnym łóżku, ale zdecydowanie moje życie i moja pasja związane są ze sceną!

Skąd czerpiesz zatem energię i pozytywne nastawienie do świata i ludzi?

Staram się być miła i szanować ludzi. Tego nauczyli mnie moi rodzice. Mój ojciec był górnikiem – to ciężka praca, trzeba mieć zaufanie do ludzi. To wyniosłam z domu. Po prostu. Ponadto akceptuję moje życie, to co robię, dostosowuję się do sytuacji.

Na zakończenie zapytam jeszcze o to co robisz gdy masz wolny czas – o ile miewasz wolny czas…

Dobre pytanie! Wtedy po prostu odpoczywam, zostaję dłużej w moim własnym łóżku (śmiech), lubię spacerować po ulicach, spotykam się z przyjaciółmi, odwiedzam moją rodzinę, czasami wybieram się na koncert…

Rozmawiała: Olga Szarlińska

Источник:
Damosfera

Männer, 3 марта 2017

ElenaPress

“Natürlich bin ich für die Eheöffnung”

Patricia Kaas nimmt im MÄNNER-Interview kein Blatt vor den Mund

Frau Kaas, gab es in Ihrer Karriere einen Schlüsselmoment, in dem Sie erkannt haben, dass Sie eine Schwulenikone sind?

Na, ich habe es ja mit meinen eigenen Augen gesehen. Wer meine Platten kauft, kann ich nicht genau sagen, obwohl auch das durch Internet und Facebook immer nachvollziehbarer wird . Aber bei meinen Konzerten stehen die Leute vor mir und ich sehe sie. Da ich im Familien- und Freundeskreis immer guten Kontakt zu Gays hatte, erkenne ich das schon. Ich weiß, dass Gays meine Musik lieben. Sie wird ja auch in Clubs gespielt und ich werde von Drag Queens imitiert. Ich habe das mal im „Chez Michou“ in Paris gesehen. Da hab ich gesagt: „Der Arme, der muss sich jedes Jahr eine neue Perücke kaufen, weil ich so oft meine Haare verändere“, aber ich empfand es als große Ehre. Es gibt so viele, viele Künstler. In einer Reihe mit Tina Turner, Liza Minelli und anderen, die imitiert werden, zu stehen, ist doch ikonisch.

Waren Sie schon mal auf einer schwulen Hochzeit?

Nein, da muss ich ehrlich sein, das nicht.

Aber haben Sie die französische Bewegung gegen die Ehe für alle verfolgt?

Ja, wie kann man das nicht verfolgen? Ich habe auch eine Petition unterschrieben, dass ich natürlich dafür bin, dass alle heiraten können. Ich verstehe nicht, wie es immer noch Leute geben kann, die das ablehnen. Das kann denen doch egal sein, ob da nun zwei Männer oder zwei Frauen oder ein Mann und eine Frau heiraten. Ich finde die Debatten über das Thema rückständig. Ich habe allerdings generell seit ein, zwei Jahren das Gefühl, dass die Welt sich zurückentwickelt. Ich glaube, das liegt an all diesem Kommunikationszeug. Nicht dass ich gegen Internet oder Telefone bin, aber ich finde, man lebt in einer Welt, wo die direkte Kommunikation mit den Leuten verloren geht, was letztlich zu einer Rückentwicklung statt einem Vorwärtstrend führt. Dabei gibt es politisch weiß Gott wichtigere Dinge zu regeln, als Leute zu behindern, die sich das Ja-Wort geben wollen.

Sind Sie von Haus aus liberal? Oder bringt das der Job im Showbiz mit sich?

Beides. Bei mir zu Hause war Homosexualität ja bereits ein Thema. Ich war die jüngste von sieben Geschwistern, zwei Schwestern und fünf Brüder. Zwei meiner Brüder leben heute mit Männern zusammen. Anfangs wurde darüber natürlich nicht so offen gesprochen. Ich bin ja nun auch schon 50 und vor 40 Jahren spürte man bei meinen Brüdern schon noch die Angst, unnormal zu sein und komisch angeschaut zu werden. Sie sprachen nicht viel über das Thema. Es war an mir, Barrieren zu durchbrechen und zu signalisieren, dass ich keine Probleme habe, über Beziehung und Sexualität zu reden. Überhaupt keine. Seitdem sind wir sehr offen miteinander.

Wie kam es dazu, dass Sie einen Song über die Hilfsorganisation Le Refuge gemacht haben, die sich in Frankreich junger Homosexueller annimmt, die von ihren Eltern verstoßen wurden?

Mein neues Album ist recht engagiert. Nicht unbedingt, indem es politisch auf den Tisch haut, aber ich singe über Themen, die mich emotional und persönlich berühren. Die französische Sängerin Jennifer ist Patin von Le Refuge. Über sie habe ich das Projekt kennengelernt. Ich war ehrlich gesagt überrascht, dass man so eine Organisation heutzutage noch braucht. So was gibt es heute noch? Eltern, die so weit gehen, dass sie sagen, du bist nicht mehr mein Sohn oder meine Tochter, weil du homosexuell bist? Das ist doch bestürzend. Aber ich finde es sehr toll, dass es einen Ort wie Le Refuge gibt. Et voilà, so kam es zu dem Lied.

Gab es schon Reaktionen?

Ja, natürlich. Für die Website von Le Refuge haben sie so ein Mannequin-Challenge-Video gemacht, das sie mit dem Song unterlegt haben. Sie sind sehr berührt, sehr froh und sehr überrascht. Ich hab mir auch vorgenommen demnächst mal bei ihnen vorbeizugehen. Aber ohne Kameras oder so. Einfach um mich auszutauschen und zu sagen, dass ich froh bin, dass ihnen das Lied gefällt. Aber dazu wird es wohl erst nach der Tour kommen.

Im Zusammenhang mit Ihren Live-Shows fällt oft der Begriff „Diva“. Können Sie sich damit identifizieren?

Wenn man das Wort als Ikone versteht, als jemanden, der ein Vorbild ist, finde ich das etwas Schönes. Aber es wird auch oft auf so puppenmäßige Figuren geprägt, die viel verlangen und extravagante Wünsche haben. Diese Definition würde mich sehr stören, denn das passt überhaupt nicht zu mir. Für meine neue Show hatte ich eine Mischung aus Haute Couture und Rock im Kopf. Ich hab nur immer Angst, dass das falsch verstanden werden könnte. Mir ist schon klar, dass ich keine Rocksängerin bin, und ich trage auch keine Haute Couture. Aber ich werde diesmal stark, meine eigenen Visionen einbringen, mehr Lieder singen, die ich auch privat höre. Zum Beispiel von Benjamin Clementine, Asav Avidan und Fink.

ZUR PERSON: Patricia Kaas, geboren 1966, wuchs deutsch- und französischsprachig in Lothringen auf. Ihr erster Hit war 1987 „Mademoiselle chante le blues“. 2009 vertrat sie Frankreich mit „Et s‘il fallait le faire“ beim Eurovision Song Contest. Nach zwei Cover-Alben („Kabaret“, „Chante Piaf“) enthält ihre neue Platte „Patricia Kaas“ (Foto) wieder Songs, die für sie geschrieben wurden. Bis Juni ist sie auf Tour.

CHRISTIAN LÜTJENS

Источник:
Männer

París Normandie, 2 марта 2017

ElenaPress

Patricia Kaas au Zénith : retour à l’original

Retour. Patricia Kaas sur scène avec un album original, le dixième, c’est une première depuis 13 ans. Elle avait répondu à nos questions lors de son passage récent au Havre, et elle sera au Zénith à Rouen ce dimanche.

Depuis l’album « Sexe Fort », il y a treize ans, Patricia Kaas n’avait plus proposé de chansons originales. Elle revient sur scène avec son nouvel album éponyme.

Cela faisait treize ans que vous n’aviez pas sorti d’album de chansons originales, est-ce que l’on peut parler d’une renaissance ?

« Je le décris comme cela dans le sens où c’est ce qui me ressemble aujourd’hui. C’est un nouveau départ dans ma vie de femme. Cet album reflète ce que je ressens. J’ose ce que je n’aurais pas osé chanter avant. »

Vous avez signé dans une nouvelle maison de disques, comment s’est déroulée cette collaboration ?

« Cela s’est bien passé. La différence est qu’avant je produisais mes albums et je les présentais à des maisons de disques, tandis que là, j’ai signé directement. C’est difficile car il y a ce que les gens attendent et la musique qui vous va, il faut rassembler tout ça. Les gens voulaient des chansons comme « Madame Tout le Monde », mais moi j’étais davantage attirée vers des chansons comme « Adèle ». Sur scène, c’est un mélange entre le nouvel album et les anciennes chansons. Après 30 ans de carrière, il faut sortir de ce côté tiroir. »

Votre album est éponyme, est-ce une façon de dire qu’il vous ressemble ?

« Au début, ce n’était pas prévu. Je ne suis pas auteur-compositeur donc les chansons se font par rapport à eux. Il y a des chansons que je considère comme des cadeaux même si ce sont des sujets lourds. Ce sont des chansons qui me touchent. Je pense aussi que j’ose plus qu’avant, j’ai plus confiance. Il y a aussi un côté féministe avec Madame Tout le Monde et Adèle. »

Dans cet album, on retrouve ce qui est votre marque de fabrique : la mélancolie.

« Pour moi, la mélancolie est une forme de tristesse mais aussi un beau sentiment. Si je ne faisais que des chansons joyeuses, cela me toucherait moins. Les chansons comme « Mon mec à moi » sont bien mais je n’avais pas envie de n’interpréter que cela, je voulais garder ce vécu en moi. »

On vous a proposé de nombreux titres, comment s’est fait le choix pour cet album ?

« Je ne dirai pas qu’elles ont été choisies par coup de cœur mais parce que j’ai été touchée par une mélodie ou par un texte comme « Cogne » (NDLR : chanson qui parle des femmes battues) qui est une chanson qui me ressemblait par rapport à mon répertoire d’avant. Cela a été un choix à l’aveugle, par exemple je ne voulais pas savoir qui étaient les auteurs-compositeurs des chansons pour ne pas être influencée. Il y avait des envies aussi comme « Marre de mon amant » d’Arno. Cela faisait plus de dix ans que je voulais une chanson écrite par Arno. »

PATRICIA KAAS
Au Zénith à Rouen le dimanche 5 mars à 18 h. Tarifs 45/70 €.

Источник:
París Normandie

Hamburger Abendblatt | Германия | 22 февраля 2017

ElenaPress

Patricia Kaas – die Stimme Europas in der Laeiszhalle

Die französische Sängerin gastiert mit neuem Album im April in Hamburg. Im Abendblatt spricht sie über schwierige Zeiten ihres Lebens.

Hamburg. Patricia Kaas ist gut gelaunt an diesem eher grauen Hamburger Wintertag in einem Bahrenfelder Hotel. Die Haare akkurat blond und kurz wie immer, die weite Männerhose und die hohen Stiefel künden von Lässigkeit. Sie hat ihr neues Album draußen, die anstehende lange Tournee wird sie am 3. April auch nach Hamburg führen.

Kaas, gerade 50 Jahre alt geworden, wirkt zufrieden. “Patricia Kaas” heißt das Album schlicht und fängt – ungewohnt – mit ein paar scharfen Gitarrenakkorden an. Dann erhebt die Sängerin ihre nachtblaue Stimme und singt von ernsten Dingen. “Adèle” handelt vom Missbrauch, davon, dass es Mädchen schwer haben in dieser Welt. Ungewohnte Inhalte. Nicht die übliche Herzschmerz-Pop-Prosa. Aber Kaas hatte Lust auf etwas anderes, einen Neustart nach einer nicht ganz freiwilligen Pause.

Tourneen waren kräftezehrend

Die Tourneen zu ihren letzten Alben “Kabaret” und “Kaas chante Piaf” waren kräftezehrend. Sie wirkte in einem emotional aufreibenden Film mit, in dem die von ihr gespielte Figur ihre Tochter verlor. Zuletzt starb ihr geliebter Hund Tequila. Es folgte ein Burn-out-Zusammenbruch nach unverarbeiteter Trauer. “Ich musste mir Zeit nehmen. Ich stellte mir viele Fragen über das, was bleibt.” Sie holte sich Hilfe, absolvierte eine Therapie, in der man ihr die richtigen Fragen stellte, einen anderen Blick auf sich selbst ermöglichte. Den Rest hat die Zeit besorgt. “Es ging mir sehr schnell besser”, sagt Kaas mit ihrem charmanten Französinnenlächeln. Sie scheint keinerlei Probleme zu haben, über diese schwierige Phase in ihrem Leben zu sprechen.

Sie ist eben eine Kämpferin. Schon immer. Als jüngstes von sieben Kindern eines französischen Bergmannes und einer Deutschen geboren, kämpfte sie sich mit Talent und Hartnäckigkeit nach oben. Ausgerechnet der französische Schauspieler Gérard Depardieu entdeckte sie 1985 und stellte ihr die richtigen Leute vor. Seitdem hat sie sich natürlich längst weiterentwickelt, und so kommt es, dass der Song, der an ihre frühen Hit-Zeiten anschließt, “Madame Tout Le Monde”, eigentlich der schwächste des Albums ist. Er klingt ein wenig wie “Mademoiselle chante le Blues”, ihrem mehr als 15 Millionen Mal verkauften Erstling von 1988. Der war der Start zu einer Weltkarriere, vor allem in Europa wurde Patricia Kaas, die auch auf Englisch und Deutsch singt, ein Star.

Neues Umfeld geschaffen

Doch auf den seit vielen Jahren bewährten Wegen bewegt sie sich jetzt nicht mehr: Obwohl als Perfektionistin furchtbar schlecht im Delegieren, hat sie sich Produzenten gesucht, Verantwortlichkeiten neu verteilt, sich ein neues Umfeld geschaffen. “Ich habe nun andere Gesichter um mich herum”, sagt sie.

Kaas schreibt ihre Songs nicht selbst, sieht sich immer als Interpretin. Ihr Part ist, die richtigen Komponisten und Songschreiber zu finden und sie zu fragen, ob sie mit ihr arbeiten wollen. Meistens wollen sie. “Die Musik und die Texte sind zu mir gekommen”, sagt sie. Ihr neues Produzentenduo Jonathan Quarmby und Fin Greenall hat die Songs in der britischen Pop- und Jazz-Tradition verortet. “N’oublie jamais” und “Le Jour et l’heure” sind wundervolle Balladen von verzaubernder Melancholie und einem Pathos, das man auch bei Chansonniers der jüngeren Generation wie Benjamin Biolay findet. “Marre de mon Amant” ist eine kraftvolle Abrechnung mit einem lügnerischen Liebhaber.

Songs lassen aufhorchen

Und “Adèle”, ihr Lieblingssong, ist nicht der einzige, der aufhorchen lässt. In “La Maison en Bord de Mer” geht es um Inzest. “Eigentlich wollte ich ein elegantes Chansonalbum aufnehmen. Da ist so ein Lied für mich neu, aber nach vielen Gesprächen wollte ich es auf meiner CD haben. Der Text hat mich berührt, und darauf kommt es an.”

Diese Selbstverständlichkeit und Coolness im Umgang mit schwierigen Themen hatte sie nicht immer. “Vor einigen Jahren hätte man mir vielleicht zu viele Fragen gestellt. Heute fühle ich mich besser damit”, sagt sie. “Warum sollte man nicht darüber singen? Warum redet man so zurückhaltend über diese Dinge, wenn man heute angeblich über alles reden kann?” Patricia Kaas will nicht mehr um jeden Preis gefallen.

“Ich wäre gerne selbst eine Adèle gewesen”

“Ich bin heute zufrieden mit mir, nehme es mehr, wie es kommt, genieße das Schöne”, sagt Kaas. Auf der Tour, wenn die Songs endlich leben, fühlt sie sich am wohlsten: Keine große Show, keine Choreografie, keine Videoprojektion, schlicht und, ja, doch auch ein bisschen elegant soll es schon werden.

Sie weiß natürlich, was ihre Anhänger erwarten. “Adèle”, dieser leicht feministische Opener, aber bleibt ihr Lieblingssong. “Ich wäre gerne selbst eine Adèle gewesen, die man an die Hand nimmt und ihr sagt, welche Schwierigkeiten sie im Leben als Mädchen haben wird”, sagt Patricia Kaas. Sie, die Kämpferin, hat es auch ohne diese Unterstützung geschafft.

Patricia Kaas 3.4., 20.00, Laeiszhalle,
Johannes-Brahms-Platz, Karten ab 69,90 im Vorverkauf; www.patriciakaas.net

Von Annette Stiekele

Источник:
Hamburger Abendblatt