Damosfera, 8 марта 2017

ΈλεναPress

Exclusive: Z Patricią Kaas rozmawiamy o emocjach, nowym etapie w życiu i pasji, która determinuje jej życie

2
0
Damosfera
https://www.instagram.com/p/BQddcqcFpcl/
2
0
Damosfera
https://www.facebook.com/Damosfera/photos/a.459713727442162.1073741828.458284487585086/1279075468839313/

Z Patricią Kaas spotkałam się w warszawskim Hotelu Intercontinental, w którym zatrzymała się na kilkanaście godzin podczas błyskawicznej wizyty w Warszawie, której celem było nagranie do programu emitowanego przez TVP, pomiędzy kolejnymi koncertami trasy promującej najnowszą płytę „Patricia Kaas“. Pomimo napiętego grafiku i zmęczenia Patricia znalazła dla mnie czas zarówno w przerwie pomiędzy nagraniami, a także tuż przed wyjazdem na lotnisko. Na spotkaniu pojawiła się uśmiechnięta, skromna, bardzo otwarta, bez cienia znużenia czy zniecierpliwienia i zarażająca energią – pomimo wyczerpującego dnia.

Patricia Kaas: Olga! przepraszam za mój nieformalny strój!

Olga Szarlińska: Wyglądasz obłędnie! Miałam Cię zapytać właśnie o Twój ulubiony styl, o to co lubisz nosić!

Patricią Kaas: (śmiejąc się) Spójrz na mnie! Wszystko co mam na sobie jest za duże! Ale komfortowe, więc idealne w podróży.

Jesteś bardzo elegancką kobietą, świetnie wyglądasz, nawet w drodze na lotnisko! Myślę, że dla wielu kobiet jesteś ikoną stylu. To zapewne niesie za sobą pewne zobowiązania. Czujesz presję bycia ikoną stylu?

Nie czuję się ikoną stylu, choć lubię modę. Szczerze mówiąc to zaskakujące, gdyż zwykle poza Francją tak właśnie jestem odbierana, a co ciekawe we Francji nie. Może nie jestem Francuzką? :)

Twoja praca daje Ci możliwość eksperymentowania z modą, noszenia odważnych kreacji. Domyślam się, że to bardzo fascynujące i uzależniające móc zmieniać styl w zależności od roli, którą się kreuje?

Szczerze mówiąc to trudne. Na scenie lubię założyć nową sukienkę, buty na obcasie, może to dziwnie zabrzmi, ale każde wyjście na scenę to tak jakby codzienne wyjście na nową randkę. W życiu czasami próbuje się znaleźć samego siebie. Kiedy patrzę na siebie z przeszłości, dziwię się, że mogłam tak się ubrać, mieć taką fryzurę. Oczywiście wiem, że to związane jest z wiekiem, etapem w naszym życiu, tym co jest w danym czasie modne. Czasami to co modne mnie zadziwia – choćby teraz powrót tych dużych bufiastych rękawów i wielkich ramion w marynarkach. Ale najważniejsze to odnaleźć siebie, to co się lubi i pozostać sobą. Lubię modę to prawda, ale najważniejsze to czuć się dobrze w tym co się nosi. Zdarza się, że ludzie się dziwią, że ukrywam swoje ciało pod dużymi, luźnymi ubraniami ale moje życie to nieustanne podróże. Słucham też innych, zwłaszcza kobiet. Są ona bardzo krytyczne i czasem dobrze jest skonfrontować się ze zdaniem innych. Lubię mieszać style, ubrania – zarówno na scenie, jak i na co dzień. Na przykład teraz mam na sobie moje ulubione, stare jeansy, które nie były drogie, luźny i wygodny sweter z Zary i te piękne buty, od Alexandra McQueena, którym nie mogłam się oprzeć :).

W takim razie muszę o to zapytać, bo sama kocham buty – ile par posiadasz?

(śmiech) Nie mam pojęcia! Zgaduję, że ok 200 par! Ale to jest zupełnie szalone…, bo tak naprawdę mam 10 par, które noszę. Co ciekawe często otwieram szafę, i tak jak u większości kobiet – zwykle jest to samo – nie wiem w co się ubrać :).

Miałam dziś przyjemność oglądać i słuchać Cię podczas nagrania w TVP. To była ogromna przyjemność, bo Twój głos brzmi tak samo perfekcyjne na żywo, jak i na płytach. Dwa utwory zaśpiewałaś tylko z akompaniamentem gitary, to robiło wrażenie! Jak to robisz?

Zależało mi na tym, aby tym razem był tylko mój głos i dźwięk gitary, według mnie to cudowny sposób, by przedstawić piosenkę zupełnie inaczej. Jak to robię? Nie mam pojęcia! (śmiech). Myślę, że dostałam ogromy dar od Boga, a ja staram się go wykorzystać najlepiej jak potrafię, jestem szczęśliwa gdy śpiewam, choćby Adele – to fantastyczny utwór, bardzo go lubię. Choć to zawsze trudne podczas długotrwałej kariery, takiej jak moja, aby dać ludziom w każdym albumie to, czego oczekują, kiedy znają twoją muzykę, a jednocześnie zrobić to, czego się samemu chce. Staram się to łączyć i myślę, że mój ostatni album jest całkiem udany.

Szczerze mówiąc uważam, że Twój ostatni album jest świetny. Do tego, aż cztery razy zagrasz koncerty w Polsce! Wracając do albumu, czy jest on dla Ciebie w jakiś sposób szczególny?

Tak, choć prawdę mówiąc, każdy wydany album jest dla mnie czymś specjalnym, ważnym. Skończyłam niedawno 50 lat. To dla mnie jakby nowy rozdział w życiu, także szczególny czas dla mnie jako kobiety. Myślę, że można to wyczuć w sposobie w jaki śpiewam, oraz w tym jakie utwory wybrałam, by znalazły się na tej płycie. Wraz z upływem czasu mam też lepsze spojrzenie na siebie, mniej krytyczne, czuję się bardziej cool sama ze sobą, w mojej głowie nie ma bałaganu ani myśli, że muszę coś udowodnić, coś zrobić. Nie oznacza to oczywiście, że wstaję rano, patrzę w lustro i myślę sobie „wow, jesteś idealna“. Śpiewam już 30 lat, czuję się dobrze, że sobą i to jest ważne. I dlatego też ten album nie ma tytułu. To po prostu ja, Patrica Kaas. Nowy rozdział w moim życiu jako osoby, a nie tylko artystki.

Muszę przyznać, że słuchając Twoich utworów, chwilami czuję dreszcze… Twój głos, muzyka, poetyka, interpretacja każdego z nich… według mnie tam jest wszystko: magia, zmysłowość, emocje. To czuć także na tej ostatniej płycie. Domyślam się, że to musi Cię sporo kosztować emocjonalnie? Czy nie czujesz się chwilami naga?

Zwykle, gdy śpiewam konkretny utwór staram się opowiedzieć jakąś historię. Nie zawsze jest to moja historia. Wtedy staram się odnaleźć emocje rzeczywiście gdzieś w swoim życiu, by przekazać je ludziom. Jednak w przypadku ostatniego albumu zależało mi na tym, aby wszystko było dokładnie takie jakie jest teraz, zgodne z moimi emocjami, i z obecnym życiowym doświadczeniem. Pomyślałam, że te emocje są we mnie i wystarczy, że tym razem je po prostu zaśpiewam. Na tej płycie są też mocne utwory, czasem feministyczne, czasem zawracam się do młodych kobiet, i mówię: hej! pokażę Wam drogę, bo wiem, jak będzie Wam trudno tylko dlatego, że jesteście kobietami. To wiąże się właśnie z moim życiem, doświadczeniem i punktem, w którym teraz jestem. Są tam też utwory o miłości albo te bardziej emocjonalne choć nie są to utwory w stylu „ja Cię kocham a Ty kochasz mnie“. Choć nadal wierzę w prawdziwą miłość.

To prawda wiele się zmienia wraz z upływem czasu, inaczej patrzymy na różne rzeczy, uczymy się…

Tak, nawet jeśli w moim życiu wydarzyło się wiele różnych rzeczy, niektóre smutne, niektóre bardzo trudne, jednak wiele mnie to nauczyło. Oczywiście zawsze chce się pamiętać tylko te przyjemne rzeczy, tylko ten dobry czas, ale to nie one nas kształtują, sprawiają, że dorastamy.

W swojej karierze sięgnęłaś po utwory Edith Piaf. Czy było to dla Ciebie wyjątkowe wyzwanie, czy czułaś presję mierząc się z legendą? Chyba tylko silna i pewna siebie kobieta mogła podjąć taką próbę.

Gdy zdecydowałam się to zrobić, najważniejsze było dla mnie to, aby nie być właśnie kopią Edith Piaf, chciałam być po prostu sobą, a show które przygotowaliśmy było moim hołdem dla wielkiej artystki. Nie chciałam zaśpiewać jedynie jej utworów, ale pragnęłam na swój sposób uhonorować ją i myślę, że dlatego właśnie nie czułam presji. Myślę też, że to był odpowiedni czas na tej projekt. Być może dziesięć lat wcześniej, bym się na to nie odważyła. Wszystko łączyło się z nią, było teatralne, wyreżyserowane, łączyło się z tańcem, i to był mój hołd jaki chciałam jej złożyć. Choć przyznam, że nie było to łatwe, kosztowało mnie to dużo pracy i energii.

Co takiego jest w jej utworach, że zdecydowałaś się po nie sięgnąć?

Według mnie Edith Piaf jest ponadczasowa. Nie wiem czy to zauważyłaś ale ona w niektórych swoich utworach rapuje, zanim zrobili to raperzy! W innych jest prawdziwie rockowa. Umiem ją też zrozumieć, ten rodzaj wrażliwości. Jest więc pewnego rodzaju moją nauczycielką, mentorką.

W swojej karierze postawiłaś na bardzo ciężką pracę. Podejrzewam, że jesteś bardzo dobrze zorganizowaną perfekcjonistką.

Niestety! Muszę przyznać, że za bardzo! Gdy jest się perfekcjonistą ciężko cieszyć się z tego co się robi, bo zawsze chce się zrobić coś lepiej i lepiej. Bycie perfekcjonistą sprawia, że nasze życie jest dużo trudniejsze. Dlatego lepiej starać się nie być perfekcyjnym – perfekcja jest przecież taka nudna!

Co według Ciebie jest gwarancją sukcesu? Kobiety bardzo często nie wierzą w siebie, w swoje możliwości. Czy ciężka praca wystarczy by osiągnąć to, co zaplanowaliśmy, o czym marzymy czy też potrzeba czegoś jeszcze?

Trudne pytanie! W moim zawodzie na pewno składa się na to wiele rzeczy: musisz mieć dobrą piosenkę, dobry pomysł, a następnie trzeba dać dużo z siebie w to co się robi. Szczerze mówiąc nigdy nie wierzyłam zbytnio w siebie – zdziwiona jestem, że to mówię! – ale prawda jest taka, że często walczyłam sama ze sobą, starałam się udowodnić sobie, że jestem dobra w tym co robię. A to wymaga pracy.

Jesteś najbardziej zapracowaną osobą jaką znam! Jesteś niemal nieustannie w trasie. Czy to nie jest męczące?

Męczące? Bardzo! Ale jednocześnie uwielbiam to, bo gdy jestem na scenie sprawiam, że moje utwory żyją, kiedy patrzę na publiczność ze sceny i widzę, że niektórzy płaczą, inni się śmieją wiem, że każdy znalazł inną historię w tej samej piosence. I to jest fantastyczne. Choć rzeczywiście oznacza to nieustanne podróże, spanie codziennie w innym hotelu, codzienne pakowanie walizek. Chwilami marzę o tym aby obudzić się w własnym łóżku, ale zdecydowanie moje życie i moja pasja związane są ze sceną!

Skąd czerpiesz zatem energię i pozytywne nastawienie do świata i ludzi?

Staram się być miła i szanować ludzi. Tego nauczyli mnie moi rodzice. Mój ojciec był górnikiem – to ciężka praca, trzeba mieć zaufanie do ludzi. To wyniosłam z domu. Po prostu. Ponadto akceptuję moje życie, to co robię, dostosowuję się do sytuacji.

Na zakończenie zapytam jeszcze o to co robisz gdy masz wolny czas – o ile miewasz wolny czas…

Dobre pytanie! Wtedy po prostu odpoczywam, zostaję dłużej w moim własnym łóżku (śmiech), lubię spacerować po ulicach, spotykam się z przyjaciółmi, odwiedzam moją rodzinę, czasami wybieram się na koncert…

Rozmawiała: Olga Szarlińska

Источник:
Damosfera